Mam dla Was propozycję serii postów, które będą po części streszczeniem książki Sekrety urody Koreanek Charlotte Cho, a po części będą to moje przemyślenia o danym temacie. Mam nadzieję, że coś takiego spodoba się przede wszytskim tym osobom, które książki nie czytały a chciałyby wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, i skąd ta "moda" na pielęgnację opartą na kosmetykach z tak dalekiego kraju jakim jest Korea. Od razu z tego miejsca chciałabym poinformoważ, że - UWAGA - w postach z tej serii będziecie mogły znaleźć tekst książki dosłownie skopiowany. Informuję o tym, aby nikt nie zarzucił mi, że to nie sa moje słowa, no bo nie będą. Pojawią się zdania, framenty, które są kwintesencją całego tematu, tak aby osoby chcące dowiedzieć się o czymś nie musiały czytać 10 a 2 strony. Nie chcę podkreślać cytatów, ani zmieniać ich czcionki ponieważ tekst będzie mało czytelny, jednak z pewnoscią da się wyczuć które teksty nie należą do mnie. Zobaczymy jak to wyjdzie i jeśli będzie się Wam ta forma podobać, to będe kontynuować serię. Choć odpowiedz na pytanie tytułowe można zawrzeć w 2 słowach to chciałabym abyście wiedziały dlaczego tak a nie inaczej, bo koreańska pielęgnacja to nie jest pielegnacja przy uzywaniu kosmetyków made in Korea. Jednak nie chcę też przepisywać całej książki wraz z życiorysem autorki ,bo to mijałoby się z celem.Także zapraszam do czytania.




