sobota, 10 września 2016

Pielęgnacja koreańska - czyly jaka?

Mam dla Was propozycję serii postów, które będą po części streszczeniem książki Sekrety urody Koreanek Charlotte Cho, a po części będą to moje przemyślenia o danym temacie. Mam nadzieję, że coś takiego spodoba się przede wszytskim tym osobom, które książki nie czytały a chciałyby wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, i skąd ta "moda" na pielęgnację opartą na kosmetykach z tak dalekiego kraju jakim jest Korea. Od razu z tego miejsca chciałabym poinformoważ, że - UWAGA - w postach z tej serii będziecie mogły znaleźć tekst książki dosłownie skopiowany. Informuję o tym, aby nikt nie zarzucił mi, że to nie sa moje słowa, no bo nie będą. Pojawią się zdania, framenty, które są kwintesencją całego tematu, tak aby osoby chcące dowiedzieć się o czymś nie musiały czytać 10 a 2 strony. Nie chcę  podkreślać cytatów, ani zmieniać ich czcionki ponieważ tekst będzie mało czytelny, jednak z pewnoscią da się wyczuć które teksty nie należą do mnie. Zobaczymy jak to wyjdzie i jeśli będzie się Wam ta forma podobać, to będe kontynuować serię. Choć odpowiedz na pytanie tytułowe można zawrzeć w 2 słowach to chciałabym abyście wiedziały dlaczego tak a nie inaczej, bo koreańska pielęgnacja to nie jest pielegnacja przy uzywaniu kosmetyków made in Korea. Jednak nie chcę też przepisywać całej książki wraz z życiorysem autorki ,bo to mijałoby się z celem.
Także zapraszam do czytania.




To jaka jest różnica pomiędzy pielęgnacją nazwijmy amerykańską (tam żyła autorka posty przed wyjazdem do Korei), a koreańską autorka książki pokazuje nam już w samym wstępie. Przyznajcie same, czy ten cały demakijaż, oczyszczanie, nakładanie kremów, masek itd nie traktujecie czasem jak zło konieczne? W czczególności wtedy kiedy jest późno i jedyne na co macie ochotę to położyc się spać.


 Świat zachodni uważa, że w dbaniu o cerę jest tyle przyjemności co w nitkowaniu zębów, że to tylko kolejny obowiązek, który trzeba odhaczyć na liście „do zrobienia przed pójściem spać". W Korei dbanie o cerę to coś, z czego można czerpać przyjemność. To nie przejaw próżności,.
 Dla koreanek ( wg tej książki) pielęgnacja to nie tylko to co nakładamy na siebie, ale o tym pisac już nie będę. Skupimy się tylko na pielegnacji.




... pielęgnacja skóry oznacza nie tylko produkty na łazienkowej półce, ale sposób myślenia wpływający na całe twoje życie − od jedzenia, które spożywasz, po noszone przez ciebie ubrania...

W Stanach Zjednoczonych, myśląc o skórze, myślimy o problemach...Stajemy do walki z własną skórą, a naszym jedynym sprzymierzeńcem jest słoiczek cudownego ponoć kremu, który niemal zawsze nas zawodzi... Nasze głowy wypełnia marketingowy bełkot, sugestywna mieszanka mitów i przekłamań. Nic dziwnego, że ludzie nadal wybierają produkty do twarzy, kierując się swoim wiekiem i płcią.


Koreańska kultura dbania o cerę zmieni to, jak o swojej skórze myślisz i jak ją traktujesz.  Z podekscytowaniem rozpoczniesz swój nowy rytuał pielęgnacyjny, a gdy zobaczysz efekty, nie będziesz chciała z niego zrezygnować.

I tutaj muszę Wam coś dodać od siebie. Przez pewien czas, po przeczytaniu tej książki ppostępowałam zgodnie z zasadami koreanskiej pielegnajci. Moja skóra mówiąc w skrócie odżyła. Pielęgnacja koreanska choć nie jest trudna to jednak składa się z wielu kroków, któe z czasem zaczęłam omijać. Wiecie co się stało? Moja cera zbuntowała się i znowu zaczynała sprawiać problemy. Wniosek wyciągniecie same :)



Moja mama często pouczała mnie i Michelle, żebyśmy unikały słońca, nawilżały skórę i odpowiednio ją oczyszczały.... Wolałam robić wszystko po swojemu.. taka „pielęgnacja cery" nie była wiele warta. Trądzik pojawił się, gdy chodziłam do drugiej klasy liceum... W pobliskiej drogerii kupiłam buteleczkę jaskrawopomarańczowego żelu do mycia twarzy, którego używały moje koleżanki. Wiedziałyśmy, że jest dobry, bo skóra po jego użyciu była tak napięta i sucha, że uśmiechanie się niemal bolało. Po kilku tygodniach, kiedy sytuacja się nie poprawiła, kupiłam nawilżane płatki Oxy Pads, które pozostawiały mocne uczucie pieczenia, gdy przetarło się nimi skórę. Jak mówiły moje przyjaciółki: „Jeśli szczypie, to na pewno działa"....Lenistwo również przyczyniło się do mojej nonszalancji. Czemu mam się zadręczać stanem swojej cery – myślałam – skoro mogę użyć korektora, podkładu w płynie i kompaktu, żeby zamaskować niedoskonałości? Łatwiej kosmetykami do makijażu zasmarować wypryski, niż się ich pozbyć. Wydawało mi się, że pielęgnacja skóry jest dla starych ludzi ...wszystkie moje przyjaciółki robiły zresztą to samo.
Dom handlowy Bloomingdale's był zaraz za rogiem, a ja miałam pieniądze do przehulania. Przytłoczyła mnie ogromna liczba produktów na stoisku kosmetycznym, a sprzedawczyni – skora do pomocy, ale z własnymi problemami z cerą − przyznała, że właściwie nie wie, co mi polecić. Większość jej klientek stanowiły kobiety po trzydziestce i czterdziestce, które nagle zaczęły potrzebować cudownego kremu, aby pozbyć się kurzych łapek albo podnieść to, co grawitacja ciągnęła w dół. W końcu wyszłam stamtąd z butelką toniku za osiemdziesiąt dolarów, bo mój „zdrowy rozsądek" podpowiadał mi, że coś za taką cenę musi być dobre dla skóry, nawet jeśli do końca nie wiedziałam, w jaki sposób ma na nią działać.  



Ładna skóra to zdrowa skóra !

 Koreańskie podejście do pielęgnacji skóry to coś więcej niż dziesięć kroków i bawełniane maseczki – nie chodzi tylko o to, czego używasz, ale także o to, w jaki sposób myślisz. Ze wszystkich moich doświadczeń taki właśnie wyciągnęłam wniosek o koreańskiej kulturze piękna i sposobie myślenia, który jest jej źródłem. To, jak wygląda twoja cera i jak ją odczuwasz, jest najważniejsze. W Korei dbanie o skórę nie sprowadza się do stosowania kosmetyków. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni są gotowi zrobić bardzo wiele, żeby chronić i odżywiać swoją skórę: używają parasolek przeciwsłonecznych, aby ochronić się przed promieniowaniem UVA, albo piją antyoksydacyjne herbaty, by zapobiec przedwczesnemu starzeniu (a pewnie robią jedno i drugie). Koreańczycy rozumieją, że pielęgnacja cery to działanie holistyczne. Istnieje kilka dróg, które prowadzą do jednego celu, jakim jest piękna skóra. 



Najpierw cera, potem make-up!

 Zamiast zamaskowywać niedoskonałości skóry kosmetykami do makijażu i korektorami przeciw wypryskom, Koreanki skupiają się na stosowaniu produktów pielęgnacyjnych, które działają na źródło problemu i zapobiegają jego powstaniu. Poleganie wyłącznie na kosmetykach do makijażu sprawia, że wygląda się nienaturalnie, i jest jedynie tymczasowym rozwiązaniem długofalowego problemu. Taki sposób myślenia sprawia, że seulskie ulice pełne są kobiet, które wyglądają idealnie w niewidocznym, naturalnym makijażu nazywanym makeupem no make-up. Rytuał pielęgnacji cery opanowany do perfekcji i odpowiednio przygotowane „płótno", na którym mogą malować, pozwalają Koreankom wyjść z domu w delikatnym makijażu twarzy i mimo to prezentować się bez zarzutu.
 


 Istnieje całkiem spora różnica między takim podejściem a tym, co zachodnia kultura uznaje za pielęgnację cery. Zapobieganie jest dużo bardziej skuteczne niż leczenie. Większość Koreańczyków używa kremu z filtrami UVA i UVB na długo przed tym, zanim wyjdą im plamy starcze, i nawilża skórę na długo przed pojawieniem się pierwszych zmarszczek. Uczy się ich, że przy odrobinie wysiłku i poświęcając nieco czasu, można kontrolować skórę, zamiast siedzieć z założonymi rękami i czekać na dzień, kiedy cera postanowi wykręcić ci numer. Niestety, często zaczynamy dbać o skórę dopiero, kiedy zbliża się szkolna impreza, a na twarzy wychodzą pryszcze; potem, dopiero gdy widzimy pierwsze oznaki starzenia, pędzimy do sklepu jak szalone, żeby kupić najdroższy krem przeciwzmarszczkowy. Kiedy jest się młodym i zdrowym, najłatwiej (i najskuteczniej) utrzymać ciało w dobrej kondycji. Ze skórą nie jest inaczej. Znasz to powiedzenie: „czym skorupka za młodu nasiąknie…"? Jeśli w młodym wieku wyrobisz w sobie dobre nawyki, staną się twoją drugą naturą. Poczekaj tylko, aż trochę się zestarzejesz – wtedy z prawdziwym zapałem będziesz dbać o cerę.

źródło: evydraws.blogspot.com

I jak podoba Wam się taki post ? Oczywiście nie chciałam zdradzić Wam wszystkich sekretów koreańskiej pielęgnacji, bo na to będą inne posty, ale chciałam tym tekstem pokazać jaka jest podstawowa różnica w pielegnajci europejskiej czy amerykańskiej a koreańskiej. Myślę, że wnioski wysuniecie same.  Po przeczytaniu tej książki zmieniło się moje podejście do pielęgnacji. Zawsze był to nielubiany element na zakończenie dnia - zmywanie makijażu ( nie cierpię) , szybko jakiś krem i do łóżka. Teraz pielęgnacja sprawia mi przyjemność ( nawet demakijaż ;) ) robię to świadomie i świadomie czerpię zarówno korzyści jak i przyjemność. Na koniec dodam, że to działa !

Macie ochotę na dalsze wpisy tego typy ?
Jeśli znacie tą książkę, to napiszcie co wg Was oznacza pojęcie " koreańska pielęgnacja", zmieniła ona coś w Waszym pielegnacyjnym rutuale, widzicie efekty jej stosowania?
 Może jednak uznałyście, że to nie Wasza bajka i nie ma w tym więszego sensu?